Kiedy polski sport ma nową gwiazdę, to od razu wszyscy działacze mówią o wybitniej polskiej szkole. Kilka lat temu mówiono, że Adam Małysz to dziecko znakomitej szkoły skoczków w Polsce. Ale gdyby takowa rzeczywiście istniała, to poza Małyszem mielibyśmy innych wybitnych skoczków,a tymczasem Wojciech Skupień nie tyle że skakał, co spadał z progu i przy okazji rywalizacji zawsze musieliśmy się martwić o naszych, by się nie pozabijali na skoczni. Teraz mówi się o szkole polskiego biegania na nartach, bo mamy fenomenalna Justynę Kowalczyk. Ale i to jest mitem wygodnym dla działaczy, którzy w zamian za zdobywane medale Justyny wypłacają sobie niemałe premie za skuteczną działalność danego związku. Ale to wszystko to jedna wielka kpina. Nasz sport leży na łopatkach i nie zanosi się, by w najbliższej dekadzie coś się w tej materii zmieniło.
O polskich sportowcach i gwiazdorach można mówić jedynie w kategoriach fenomenu. Przecież nie jest żadna tajemnica, że nasz sport i jego poziom jest żałosny. Działacze to najczęściej ludzie systemu, których pierwsza decyzja na stanowisku prezesa danej federacji jest decyzja o podwyżce dla samego siebie. Sam sport i rywalizacja spychana jest na plan dalszy, a to już nie jest dobre. Nie ma też odpowiedniego i uczciwego sposobu finansowania, brakuje również dobrych szkoleniowców. Największe sukcesy naszych sportowców niestety są wynikiem współpracy z zachodnimi trenerami (Lozano, Beenhakker, Wieretielny). A nasi? Polscy trenerzy najczęściej angaże dostają po znajomości, a to przekłada się później na wyniki w sporcie. Nie ma w tym żadnej tajemnicy. Justyna Kowalczyk to swoisty fenomen. W Polsce na nartach dobrze biega tylko ona, reszta dziewcząt w stawce się nie liczy, Kornelia Marek nie była w stanie nawiązać walki z rywalkami nawet dzięki dopingowi. Nie można więc tutaj mówić o polskim narciarstwie, o polskiej szkole biegowej, bo tego po prostu nie ma.
Nie tylko Adam Małysz i Justyna Kowalczyk dowodzą faktu, że sukcesy w sporcie odnoszą tylko wyjątkowo uzdolnieni zawodnicy. Czy to Blanik, czy Nastula, czy Renata Mauer. Ci ludzie zdobywali ogromne sukcesy nie dzięki wyśmienitym szkoleniowcom, ale dlatego, że mieli wyjątkowy talent. I to, czy reprezentowaliby oni Polskę, czy iny kraj i bez względu na szkoleniowca oni i tak by wygrywali. Urodzili się z tym. Trudno z kolei o przykład sportowca, który swoja ciężką pracą i dzięki wybitnym trenerom zaczął liczyć się w stawce danej konkurencji. U nas szansę na zaistnienie mają tylko wyjątkowe talenty.
Często mówiąc słowo sport mamy na myśli futbol, bo on jest najpopularniejszą dyscypliną ze wszystkich. W piłkę grają tysiące młodych ludzi. Ilu mamy dobrych piłkarzy? Obecnie poza Ireneuszem Jeleniem to musimy się za naszych futbolistów tylko i wyłącznie wstydzić. Sport nie est w Polsce wspierany, nie są wspierani zawodnicy. I wiele świetnych talentów idzie na marne, bo nasi szkoleniowcy diamentów szlifować nie potrafią – ba, nie potrafią ich nawet dostrzec.