Doping Kornelii Marek wstrząsnął całą Polską. Jednego dnia cieszyliśmy się z dobrego Bejsca polskiej sztafety na Igrzyskach Olimpijskich i całkiem wysoka pozycją naszej narciarki w biegu na 30 kilometrów, by kilka dni później wstydzić się jej. O co chodzi ze wstydem? To jedyna olimpijka, która startowała w Vancouver na dopingu, przynajmniej tylko ja jedną złapano.
Sport to dziwny zawód, niekiedy trzeba coś wziąć, żeby pobudzić się do aktywności i „złapać” dobra formę. Tylko że nie wszystkie środki są dopuszczalne. Niektórych brać nie wolno, bo to ie tylko jest nieuczciwe,. Ale i bardzo niebezpieczne, ale sport zawodowy jest bezwzględny, a sportowcy po prostu głupi. Jak określić Kornelie Marek? Trudno powiedzieć, ale na pewno nie chcemy jej już w sporcie w przyszłości. Zaraz po tym, jak świat obiegła informacja o tym, ze w krwi Kornelii Marek odnaleziono EPO, to my byliśmy oburzeni. Sport chcemy mieć czysty i uczciwy, nie chcemy się teraz wstydzić za naszych reprezentantów. Polka twierdziła początkowo, że nie brała niczego, że ktoś musiał jej taki środek dosypać do jedzenia. Tylko że EPO to nie Ibuprom, ten środek podaje się dożylnie zastrzykiem – który zresztą dość sporo kosztuje. Tutaj nie mamy żadnych wątpliwości narciarka musiała wiedzieć o dopingu, trudno tez uwierzyć, że nie wiedzieli o tym ludzie ze sztabu medycznego i trenerskiego. A to już jest koszmarne, bo w aferę dopingową zamieszanych musi być dużo więcej osób niż tylko nasza biegaczka. Ktoś musiał dać temu przyzwolenie.
Kiedy już było jasne, ze ikt w tabletce Kornelii Marek podać EPO nie mógł, to narciarka zaczęła zmieniać zdanie. Przypomniała sobie nagle zastrzyki, tyle że „biedna” myślała, że to witaminy. Kto podaje witaminy dożylnie? Chyba tylko Marek i jej sztab medyczny. Jej słowa potwierdziły teorię wielu – doping Polski był dopingiem świadomym. Tylko ze teraz trudno się dziewczynie przyznać. Choć to większego znaczenia nie ma. Kibice i tak się jej wyrzekli, media nie pozostawiły na niej suchej nitki. A sama Kornelia Marek na pewno zostanie ukarana przynajmniej dwuletnią dyskwalifikacją. Prawdopodobnie do Soczi na kolejne Igrzyska także nie pojedzie. Z tego powodu nie rozpaczamy, bo sport w naszym mniemaniu nie może tolerować osób stosujących doping.
Niestety sport ma coraz mniej wspólnego ze zdrową rywalizacją. Niektóre rodzaje dopingów można wykryć, ale są niewątpliwie takie metody, których póki co udowodnić sportowcom nie sposób. Szkoda, bo sport nie powinien być taki, nie powinien bazować na przysłowiowym koksie. Czy doczekamy się czasów, kiedy sport wróci swoją ideą do źródeł? Kiedy znowu nie kasa i wpływy z reklam będą się liczyły, ale sportowa rywalizacja? Trudno tego oczekiwać. Bo sport kochamy jako kibice. A skoro takie widowiska cieszą się ogromną popularnością i oglądalnością, to będzie t łakomy kąsek dla wszystkich reklamodawców. A reklamodawcy będą stawiali z kolei wymagania sportowcom. Żeby takowe wypełnić niestety sportowcy często są zmuszani do naginania sportowego prawa. I tutaj zaczynają się problemy, sport przez reklamodawców jest zanieczyszczany dopingiem.